Połoński: Państwo Islamskie zmienia geopolitykę Bliskiego Wschodu

21 sierpnia 2014 | Autor | Kategoria: Aktualności, Opinie, Publikacje

„Zachód zaangażowany jest w pokoleniową walkę z trującą odmianą islamskiego ekstremizmu”, stanowiącą zagrożenie dla bezpieczeństwa także Wielkiej Brytanii” – ostrzegł na łamach „Sunday Telegraph” szef brytyjskiego rządu David Cameron. Według niego świat nie może być obojętny na perspektywę umocnienia się terrorystycznego państwa zwanego Państwem Islamskim. ISIS wobec bierności światowych mocarstw nabiera coraz większego rozmachu. W Iraku wyrósł wróg równie groźny co Al-Kaida, ale bardziej nieprzewidywalny.

Po wycofaniu się amerykańskich żołnierzy w grudniu 2011 roku, spadkobiercy Abu Musaby Az-Zarkawiego rozpoczęli nową falę aktów terrorystycznych. Wobec marginalizacji sunnitów przez szyicki rząd Nuriego al-Malikiego, ekstremiści przeprowadzali regularne ataki wymierzone w szyitów, co doprowadziło Irak na skraj wojny religijnej. Na działania militarne sunnickich ekstremistów w Iraku istotny wpływ miał również eskalujący konflikt wyznaniowy w sąsiedniej Syrii.

Taktyka wojenna dżihadystów wymusiła na przedstawicielstwie syryjskiej opozycji odcięcie się od islamskich ekstremistów i potępienie przypadków pogwałcenia praw człowieka, w tym porwania, morderstwa i masowe egzekucje. 11 października 2013 roku syryjska opozycja zadeklarowała wolę przestrzegania prawa międzynarodowego i obiecała wydanie w ręce sprawiedliwości zbrodniarzy. Jednocześnie oskarżała instytucje międzynarodowe o brak działania, co było wyraźnym sygnałem tego, że na terenie Iraku oraz Syrii dochodzi do potwornych zbrodni. Umiarkowani rebelianci dostrzegli w ISIS istotne zagrożenie. Kiedy al-Baghdadi zerwał kontakty z Al-Kaidą, 8 listopada 2013 roku Ajman az-Zawahiri ponownie nakazał rozwiązanie Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie i podporządkowanie się ich bojowników syryjskiemu Dżabhat an-Nusra. W tym czasie „Kalifat” al-Baghdadiego rozpoczął ekspansję terytorialną.

Strategiczne sukcesy w Iraku
ISIS podjęło insurekcję w irackiej prowincji Al-Anbar, przejmując na przełomie 2013 i 2014 roku kontrolę nad Al-Hadisą, Al-Karmą, Al-Chalidijją, Al-Falludżą, a także częścią Ar-Ramadi i Abu-Ghurajb. Podczas czerwcowej ofensywy na północy Iraku, ISIS zajęło między innymi prowincję Niniwa oraz Salah ad-Din. W stołecznych miastach Mosul oraz Tikrit na licznych mieszkańcach dokonano zbrodni wojennych.

W pierwszym dniu ramadanu, w dniu 29 czerwca 2014 roku, Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie ogłosiło powstanie na kontrolowanych przez siebie ziemiach kalifatu pod nazwą „Państwo Islamskie”, na czele którego stanął wybrany przez szurę szejk Abu Bakral-Baghdadi jako kalif Ibrahim ibn Awwad, uznając się za przywódcę wszystkich muzułmanów na świecie. Światowe władze, a w szczególności USA głosiły, że deklaracja suwerenności Państwa Islamskiego nie ma znaczenia w świetle prawa międzynarodowego. Tymczasem bojownicy ISIS zaczęli odnosić kolejne sukcesy. Po zdobyciu drugiego co do wielkości miasta w Iraku – Mosulu, wg szacunków Międzynarodowego Czerwonego Krzyża miasto to opuściło ponad pół miliona mieszkańców. Kalifat bardzo się wzmocnił militarnie, bo przejął uzbrojenie porzucone w bazach irackiej armii, m.in. 1500 amerykańskich wozów bojowych Humvee, tych samych, których w Iraku używali żołnierze USA, oraz 52 potężne działa artyleryjskie o zasięgu rażenia ponad 30 kilometrów. Ponadto z irackich więzień wypuszczono według różnych szacunków od półtora do dwóch tysięcy osób, z czego duża część zasiliła ISIS, bowiem wielu z nich to bojownicy, często szkoleni przez Al-Kaidę. Wstępujący w ich szeregi mężczyźni otrzymują broń, telefony komórkowe, samochody oraz pieniądze w gotówce.

Analiza ofensywy ISIS w Iraku prowadzi do wniosku, że jej dowództwo w sposób przemyślany przejmuje kolejne tereny, przy czym konkretne cele mają bardzo duże znaczenie strategiczne. Kalifat już teraz zarabia 1 mln USD dziennie na sprzedaży ropy  naftowej do autonomicznego irackiego Kurdystanu, a stamtąd do Turcji oraz Iranu. Oficjalnie Kurdowie oraz Irańczycy uznają tych sunnickich fundamentalistów za swoich wrogów, ale to nie przeszkadza, by codziennie konwój cystern z opanowanego przez ISIS Mosulu jechał do kurdyjskiego miasteczka Tuz Khurmatu, w którym pośrednicy nabywają ropę dostarczaną przez Państwo Islamskie. ISIS kontroluje część odcinka rurociągu Kirkuk-Ceyhan oraz  rafinerię w Baiji, największy tego typu zakład w Iraku. Oprócz części irackich pól naftowych w jej rękach są też syryjskie złoża należące wcześniej do Euphrates Oil Company. To pozwala jej zdobywać fundusze na prowadzenie wojny, a także zdobywanie serc i umysłów. Bojownicy ISIS rozbudowują infrastrukturę w miejscach, które zdobyli i np. instalują tam wielkie dieslowskie generatory zapewniające prąd w okolicy.

Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego jest z pewnością jednym z powodów zajęcia największej w Iraku tamy wodnej koło Mosulu. Tama piętrzy na wysokość ponad 100 metrów wody Tygrysu, które są wykorzystywane do produkcji energii. Tamtejsza elektrownia ma moc 750 megawatów. Kiedy w 2003 roku Amerykanie obalali Saddama Husajna, obawiali się, że ktoś może wysadzić tamę. W ciągu dwóch godzin potężna fala dotarłaby do Mosulu, drugiego co do wielkości miasta w Iraku, wywołując wielką powódź. Obawy wróciły obecnie na wieść, że tama wpadła w ręce radykalnych bojowników. W niedzielę 18 sierpnia b.r. tamę przy wsparciu amerykańskiego lotnictwa odbili Peszmergowie. Zachodnie media informują, że tama jest już bezpieczna. Ale pomija się istotny fakt, że nie zdołano jednak odbić miasta Sindżar i kilku innych, które w weekend utracili. Groźba wysadzenia tamy jest jedynie zabiegiem propagandowym ukazującym ISIS jako ugrupowanie mające na celu jedynie powodowanie licznych zniszczeń oraz bestialskich mordów. Zresztą było wiele czasu, aby tamę wysadzić. Tej tezie przeczą kierunki działań bojowników Państwa Islamskiego, od dwóch miesięcy  rządzących w Mosulu, który wojsko i policja podległe rządowi w Bagdadzie, opuściły w popłochu. Jeśli czegoś należy się bać, to umocnienia się kalifatu, który po zajęciu dużej elektrowni mógłby za darmo dostarczać prąd do setek tysięcy domów. Ponadto iracki rząd powinien się obawiać ewentualnych zakłóceń bądź całkowitego odcięcia Bagdadu od zasilania energią. Miało to by katastrofalne skutki dla całego regionu, dlatego odbicie tamy  z rąk rebeliantów dodatkowo zmobilizowało siły kurdyjskie.

Kiedy w maju bojownicy kalifatu z szokującą łatwością przepędzili irackie władze z północnego Iraku, oczekiwano, że nie poradzą sobie z administrowaniem zajętymi terenami. Spodziewano się, że drakońskie porządki wprowadzane przez kalifat – obcinanie rąk złodziejom, rozstrzeliwanie i krzyżowanie „zdrajców” i „niewierców”, zakaz palenia (w Iraku niemal wszyscy mężczyźni palą), doprowadzą do buntu ludności. Ale przepowiednie na razie się nie sprawdzają. Nie słychać o buntach poddanych kalifa Abu Bakra al-Bagdadiego, którego ludzie sprawnie zarządzają podbitymi miastami. Dobrze zorganizowane siły policyjne pomagają ściągać podatki, dostarczana jest elektryczność, a ze znajdujących się na kontrolowanych terenach złóż, sprzedawana jest ropa.

Ropa naftowa jest istotnym spoiwem wszystkich prowincji, bowiem zgodnie z iracką konstytucją dochody ze sprzedaży ropy naftowej są proporcjonalnie przekazywane poszczególnym regionom kraju. Stąd z pewnością istotnym kierunkiem działań ISIS będzie rafineria w Basrze, z której eksportowane są największe ilości irackiej ropy. Drugim kluczowym dla ISIS kierunkiem jest bogaty w ropę Kirkuk. W kontrolowanym przez Kurdów mieście 7 sierpnia b.r. wybuchła bomba ukryta w samochodzie zaparkowanym przy szyickim meczecie. Zamach, w którym zginęło 6 osób a 37 zostało rannych, zdaniem bliskowschodnich mediów zorganizowali bojownicy z ISIS. Kurdowie spodziewają się kolejnych zamachów w tym mieście, bowiem każde miasto będące na celowniku Państwa Islamskiego było w pierwszym etapie osłabiane poprzez ataki terrorystyczne, a następnie atakowane znacznymi siłami.

Kurdystan ostatnim bastionem
W połowie 2014r. ISIS bardzo szybko zaczęli podporządkowywać sobie kolejne regiony Iraku, w tym kontrolować kilka wiosek na granicy z Turcją. Jedyną spokojną częścią tego kraju okazał się północny autonomiczny region Kurdów. Dlatego Ankara robi, co może, by wesprzeć autonomiczny rząd Kurdów irackich, który zapowiada ogłoszenie referendum w sprawie oderwania się od Iraku. Prosi także USA, by pozwoliły Kurdom sprzedawać ropę wydobywaną w irackim Kirkuku. Kurdowie przejęli złoża, gdy rządowa armia uciekła z tej części kraju przed rebeliantami Islamskiego Państwa. Bagdad uważa jednak ropę za skradzioną i grozi procesami wszystkim państwom, które ją kupią.

Kurdowie jeszcze nigdy nie mieli tak wielkich szans na ustanowienie własnego państwa. Popiera ich nawet walcząca z nimi od lat Turcja, dla której stali się teraz sojusznikiem w walce z terrorystami z Islamskiego Państwa.  Jeszcze do niedawna taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia, bowiem ciągnący się przez trzy dekady konflikt pochłonął 40 tys. ofiar. Marksistowska Partia Pracy Kurdystanu (PKK) przez Ankarę i świat została uznana za organizację terrorystyczną, a w więzieniach do dzisiaj znajduje się wielu jej członków. Pod koniec czerwca turecki parlament przegłosował prawo, które ma dać amnestię bojownikom PKK. Coraz więcej wskazuje na to, że rząd rozpoczął również rozmowy z osadzonym w więzieniu przywódcą partii Abdullahem Öcalanem o rozbrojeniu PKK.  Ankara poważnie obawia się destabilizacji w południowo – wschodniej części kraju z uwagi na sąsiedztwo granicy z Syrią i Irakiem, które terroryzują bojownicy Islamskiego Państwa. W tej części Turcji ogromne wpływy ma właśnie PKK.

Ankara nie musiałaby się uciekać do proszenia o pomoc Kurdów, gdyby nie fatalna polityka zagraniczna, jaką prowadziła od początku konfliktu w Syrii. Władze chciały jak najszybciej obalić dyktatora Baszara al-Asada. Na gruncie syryjskiej wojny wyrośli terroryści kalifatu, których Turcja początkowo sama wspierała. Państwo to nie tylko chętnie otwierało dla nich granicę z Syrią, do której udawali się na wojnę, ale również ich zbroiło. Tymczasem ci islamscy radykałowie, którzy utworzyli państwo w części Iraku i Syrii, okazali się nieobliczalni.

Przeciągające się wojny w Syrii i Iraku rykoszetem uderzają w Turcję, do której uciekło już grubo ponad milion uchodźców z obydwu krajów. Obozy dla nich są od dawna przepełnione, a miejscowi coraz częściej oskarżają ich o kradzieże i zabieranie miejsc pracy. Niedawno w wyniku kłótni został zasztyletowany właściciel mieszkania, który wynajmował je uchodźcom syryjskim. Ten incydent wywołał zamieszki, które stłumiła dopiero policja. Im dłużej będzie trwał konflikt w Syrii i Iraku, tym bardziej będą narastać zagrożenia na południowej granicy Turcji. A tym samym rosnąć też będą notowania tureckich Kurdów jako czynnika mogącego zapewnić spokój i stabilność w tej części kraju.

W pomoc siłom kurdyjskim zaangażowali się amerykanie. Podczas odbijania tamy koło Mosulu wykorzystano drony. Peszmergowie byli również wspierani przez samoloty F-18C Hornet z lotniskowca USS George h.w. Bush stacjonującego w Zatoce Perskiej. Poza odbiciem tamy, udało się także odeprzeć ISIS ze wzgórza Sinjar, na którym schroniły się dziesiątki tysięcy ludzi, głównie Jazydów.
Brytyjczycy wysłali do Kurdystanu szpiegowskiego Boeinga KC-135, który ma monitorować między innymi połączenia telefoniczne oraz ruch bojowników. Nieoficjalnie mówi się o wysłaniu jednostki specjalnej SAS, ale David Cameron wyklucza możliwość ponownego wysłania sił lądowych do Iraku. Brytyjczycy ponadto chcą wysłać siłom kurdyjskim elementy wyposażenia pojedynczego żołnierza, a w szczególności kamizelki kuloodporne czy noktowizory.

Istotnym problemem jest granica iracko – syryjska, którą przekraczają w niekontrolowany sposób bojownicy. Przerzucana jest tam broń, która wzmacnia potencjał bojowy ISIS w Syrii.

Marsz na Aleppo
W samej Syrii od początku powstania, które przerodziło się w krwawą wojnę domową, to jest od marca 2011 roku, zginęło ponad 171 000 ludzi – podaje Obserwatorium Praw Człowieka. Opozycyjna Syryjska Koalicja Narodowa zwróciła się w sobotę do wspólnoty międzynarodowej, a w szczególności do Stanów Zjednoczonych, z apelem o broń, aby powstańcy mogli skuteczniej stawić czoło ofensywie Państwa Islamskiego.

ISIS kwitło na tle braku jedności wśród syryjskich rebeliantów. Wraz z początkiem 2014 roku na „terenach wyzwolonych” przez rebeliantów rozpoczęła się otwarta wojna między ISIS a Wolną Armią Syrii (sprzymierzonej z innymi mniejszymi ugrupowaniami jak Liwa Sukur asz-Szam czy Ahrar asz-Szam) Sprzymierzone frakcje zarzuciły ISIS szerzenie przemocy i rozlew krwi, żądając od bojowników przyłączenia się do innych grup rebelianckich bądź opuszczenie Syrii. ISIS jest odpowiedzialne za czystki etniczne na alawitach, szyitach, Kurdach, a także umiarkowanych sunnitach. Do walki przeciwko ISIS przystąpili także ekstremiści z Dżabhat an-Nusra. W dniu 3 lutego 2014 roku w oświadczeniu Al-Kaida odcięła się od działań Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie. Efektem tego kroku było ignorowanie przez ISIS poleceń Ajmana az-Zawahiriego.

Islamiści podobnie jak w Iraku, kontrolują północną i wschodnią część kraju. ISIS przejęło kontrolę w Dajr Az-Zaur, które posiada własne lotnisko i jest ważnym węzłem drogowym łączącym Damaszek z Bagdadem. Przez miejscowość biegnie również gazociąg do Trypolisu. Według agencji Reuters, terroryści zamordowali około 700 osób. Egzekucje odbywały się m.in. w miejscowościach Szuaitat, Garanisz i Abu Hamam od razu w pierwszych dniach po ich zdobyciu przez oddziały islamskich ekstremistów w dniu 11 sierpnia. Zabijano głównie członków syryjskiej grupy etniczno-religijnej Szuaitat, których dżihadyści uważają za „niewiernych”.

Istotnym czynnikiem sprzyjającym działaniom ISIS w Syrii jest duży odsetek sunnitów, których jest około 60%, W odnoszącym duże sukcesy Iraku sunnitów jest tylko 20%.  To również tłumaczy, dlaczego Państwo Islamskie tak szeroko dominuje w Syrii. W ostatnim tygodniu ISIS zdołał przejąć kontrolę nad syryjskim miastem Akhtarin oddalonym o 50 km od Aleppo. Według brytyjskiej organizacji Syrian Observatory for Human Right, kalifat zdobył także miasto Turkmanbareh w pobliżu granicy tureckiej i okoliczne wioski. Dotąd te regiony znajdowały się w rękach opozycji uczestniczącej w trwającej już 3 lata brutalnej wojnie z reżimem prezydenta Baszara al-Asada.

Armia syryjska pozycje dżihadystów z Państwa Islamskiego atakowało w niedzielę 18 sierpnia w rejonie ich twierdzy na północy kraju, w miejscowości Rakka oraz w pobliskim mieście Tabaka, zabijając 31 islamistów i raniąc około 40.

W samym Aleppo ISIS trafił na silną obronę rebeliantów z Wolnej Armii Syrii, którzy są oburzeni licznymi zabójstwami ludności cywilnej w regionie. Ponadto zdają sobie sprawę, jak istotne dla kalifatu jest to miasto. Zdobycie Aleppo umożliwi ISIS kontynuowanie marszu w kierunku Anadan i Hreitan, dzięki czemu odetną pozostałe siły rebelianckie, a to otworzy im drogę w kierunku Darat Izza i Al-Dana i dalej Idlib, co pozwoli kontrolować przejście graniczne z Turcją w Bab al-Hawa. Kontrola granicy turecko – syryjskiej przez ISIS może mieć kluczowe znaczenie dla dalszej walki z reżimem Assada.

Liban nowym frontem
Kolejnym państwem w regionie, które stanęło przed wyzwaniem w postaci ofensywy ISIS, jest Liban. Armia libańska starła się w sobotę 2 sierpnia z islamistami w pobliżu granicy z Syrią zabijając 11 z nich. Wcześniej islamiści opanowali posterunek policji i zabili dwóch żołnierzy – poinformowały libańskie służby bezpieczeństwa. Podczas walk zginęło też 3 cywilów, a 16 członków libańskich sił bezpieczeństwa zostało wziętych w charakterze zakładników.

Do starcia doszło w położonym przy granicy z Syrią mieście Arsal, mało znanym mieście, położonym w słynnej z produkcji haszyszu Dolinie Bekaa. Od chwili wybuchu w 2011r. wojny domowej w Syrii stało się ono miejscem schronienia dla kolejnych napływających tam fal syryjskich uchodźców. Syryjskie wojska rządowe podległe reżimowi Baszira al-Asada w Damaszku, kilkukrotnie atakowały już cele w okolicy Arsal przy użyciu artylerii oraz śmigłowców bojowych, zaś wokół miasta aktywnie działają bojówki szyickiego Hezbollahu. Wśród tych, którzy znaleźli schronienie w Dolinie Bekaa, znalazło się wielu sunnickich bojowników. Zdaniem obserwatorów był to najgorszy incydent od rozpoczęcia trzy lata temu wojny domowej w sąsiedniej Syrii. Grozi on nasileniem napięć między różnymi ugrupowaniami w Libanie, mających afiliacje w sąsiednich krajach arabskich.

Niezwykłe sojusze
Na Bliskim Wschodzie trwają spekulacje, w których krajach ISIS pozyska kolejnych zwolenników oraz w jakim kierunku podąży ekspansja Państwa Islamskiego. Należy brać pod uwagę to, że członkowie ISIS oprócz Irakijczyków to w większości Saudyjczycy, Jemeńczycy, Libijczycy i Algierczycy. ISIS w chwili obecnej mają zbyt małe zaplecze, aby przeprowadzić ekspansję na Iran. Turcja jako członek NATO pozostaje poza ich zasięgiem. Naturalnym kierunkiem dla dalszej ekspansji wydaje się być więc Jordania i dalej Arabia Saudyjska. Zdaniem ośrodka analitycznego Stratfor należy brać pod uwagę atak na Mekkę. Chociaż na chwilę obecną wydaje się to być analiza science – fiction, to należy spojrzeć na inny istotny problem. Al-kaida oficjalnie odcięła się od działań Państwa Islamskiego, to należy brać pod uwagę scenariusz, którego tłem będzie sojusz ISIS z najbardziej rozwiniętą na świecie siatką terrorystyczną, mającą zaplecze szkoleniowe i rozwinięty na bardzo wysokim poziomie wywiad, którego siatka obejmuje praktycznie cały świat. Po obaleniu Kadafiego w Libii, istotna część broni została przetransportowana między innymi do Algierii i Sudanu. W tych krajach oraz w ogarniętej chaosem Libii, tuż przy granicy z Egiptem powstały duże bazy szkoleniowe Al-kaidy, w których według egipskiego wywiadu szkolą się setki bojowników. Biorąc dodatkowo pod uwagę sytuację w Jemenie, a także ucieczkę członków Bractwa Muzułmańskiego z Egiptu, możliwość ekspansji do kraju Saudów staje się bardzo realna.

W ostatni piątek w Mekce, wpływowy imam i kaznodzieja Szejk Abdul-Rahman al.-Sudais wezwał do powstrzymania przemocy i terroru szerzonego przez Państwo Islamskie. Arabia Saudyjska jest na tyle zaniepokojona postępem ISIS, że król Abdullah bin Abdulaziz skrytykował milczenie arabskiej społeczności wobec zbrodni dokonywanych przez bojowników z Państwa Islamskiego. Telewizyjna emisja tego wystąpienia została uznana jako bezprecedensowa.

Ta sytuacja spowodowała, że liderzy świata muzułmańskiego wbrew partykularnym interesom gospodarczym zaczęli zbliżać się do siebie. Na Bliskim Wschodzi powstają niezwykłe sojusze. Wspólne zagrożenie jest tak wielkie, że na bok odsunięto sprawę ambicji geopolitycznych Iranu, czy sprawę krwawej polityki Baszara al-Asada.

Na głównego gracza wyrasta Egipt, który wyraźnie zdystansował się od sunnicko – szyickiej przepychanki, która w coraz większym stopniu ożywia konflikt na Bliskim Wschodzie. Pomimo długoletniej wrogości wobec Iranu, aktywnie kontynuuje dyplomatyczne zabiegi w celu zawarcia sojuszu z Teheranemu, którego celem jest ustabilizowanie sytuacji w Iraku i Syrii. Prezydent Sisi pokazuje w ten sposób, że dba o stabilność regionalną przy zachowaniu lojalności w stosunku do świata arabskiego. Jednocześnie Egipt stał się głównym negocjatorem w konflikcie izraelsko – palestyńskim. Działania te pozwalają odpierać starania Turcji i Kataru, które mają duże ambicje w tym regionie. Egipt w cichym porozumieniu z Izraelem, próbuje stopować dążenia Hamasu. Poprzez taką grę zyska silnego sojusznika  w przypadku realnych zagrożeń, które mogą się pojawić na granicy z Libią. Wspólnie z Iranem popierają Irak, potępiając dążenia Kurdów. Rewitalizacyjna polityka regionalna Egiptu powoduje jednocześnie, że stosunki na linii Kair – Waszyngton stały się bardzo napięte. Prezydent Sisi okazując większą niezależność od Stanów Zjednoczonych, zalotnie puszcza oko w kierunku Rosji.

Rozwój wypadków w Iraku i Syrii całkowicie zbagatelizowały kraje zachodnie. Obecna polityka amerykańska mająca na celu pozostawienie Assada (wspieranego przez Hezbollah, Iran i Rosję) gotowego do walki z ISIS stwarza wysokie ryzyko. Ale jeszcze większe ryzyko Stany Zjednoczone podejmują wspólnie z Turcją. Interwencja wojskowa w regionie jest stopowana poprzez głęboką nieufność na Kremlu, pogłębioną kryzysem ukraińskim. Ponadto Iran pomaga Assadowi poprzez Hezbollah. W bardzo podzielonej syryjskiej opozycji trudno obecnie szukać partnera. Sojusznicy z Europy (Niemcy, Francja i Polska) skupiają się na niesieniu pomocy humanitarnej w Iraku. Dlatego Waszyngton w porozumieniu z Ankarą postawili na Kurdów, którzy chcą wykorzystać szansę stworzenia własnego państwa. Trzeba brać jednak przy tym pod uwagę inny scenariusz. Kurdowie po ewentualnym sukcesie w Iraku i Syrii, mogą niesieni zwycięską falą wysunąć żądania co do swoich obywateli w Turcji czy Armenii („Czerwony Kurdystan”). Taka sytuacja może całkowicie zdestabilizować cały region.

Amerykanie koncentrują się na atakach z powietrza, przy czym najczęściej ma to miejsce w dużych miastach, co będzie się wiązało z licznymi ofiarami wśród cywilów. Może to prowadzić do silniejszego poparcia dla Państwa Islamskiego, które z pewnością taką sytuacje wykorzysta propagandowo.

Zwolennicy Kalifatu w Europie
Siłę propagandy Kalifatu można już odczuć także w Europie. W dniu 10 sierpnia 2014r. odbyła się zatwierdzona przez rząd holenderski,  pokojowa demonstracja przeciwko operacji Izraela w Strefie Gazy, która zamieniła się w przerażający rajdu setek zwolenników ISIS. Protestujący maszerowali po ulicach Hagi nieprzerwanie machając czarnymi flagami ISIS, krzycząc „Śmierć Żydom”, a także nawołując do walki z zachodem, a szczególnie Stanami Zjednoczonymi. Holenderska opinia publiczna była zszokowana, kiedy ISIS zamieściło w internecie zdjęcia pokazującego muzułmanina z Holandii stojącego obok ściętych głów syryjskich żołnierzy.

Podobne protesty przeszły ulicami francuskich i brytyjskich miast. Należy się więc spodziewać, że ISIS poprzez tego typu protesty będzie rekrutować młodzież do swojej wojny religijnej w europejskich miastach.

Francuski minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve poinformował w ubiegłym tygodniu, że już około 900 Francuzów udało się do Syrii, Iraku i Libii, z czego duża większość prawdopodobnie wstąpiła w szeregi Państwa Islamskiego.

Od początku sierpnia w Kosowie wykonano już około 60 obław w przypuszczalnych punktach rekrutacji bojowników. Policja przeszukiwała również prowizoryczne meczety, które mogły być używane jako centra rekrutacyjne dla Państwa Islamskiego. Podejrzani aresztowani w Kosowie mieli wspierać Państwo Islamskie i syryjskich ekstremistów z Al-Nusra. Skonfiskowano broń, w tym karabiny AK-47, amunicję, materiały wybuchowe oraz sprzęt elektroniczny.

Istotnym problemem już teraz są uchodźcy. W szczególności dotyczy to Bułgarii, która po wstąpieniu do UE ma znacznie lepiej zabezpieczoną granicę z Turcją. Z tego kierunku masowo przekraczają granicę uchodźcy z Syrii. Bułgarski dziennik „Sega” w październiku 2013r. alarmował, że do połowy 2014r.  Bułgaria będzie musiała przyjąć nawet 40 000 uchodźców. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wraz z uchodźcami przybędą zwolennicy Państwa Islamskiego.

Działania Rosji wobec Ukrainy skupiły światową opinię publiczną, odwracając uwagę od Syrii. Pozwoliło to Assadowi na przegrupowanie sił. Jednocześnie zastanawiające jest, dlaczego grupa ekstremistów jest postrzegana przez społeczność międzynarodową jako zagrożenie tylko w Iraku, ale nie w Syrii, gdzie również działa i odnosi kolejne sukcesy.

Widząc starcia Kurdów z Islamskim Państwem w Iraku, walki plemienne w Syrii oraz Libii można dostrzec to, że to, co ogarnia Bliski Wschód nosi wspólny mianownik. Jest to frakcyjna walka o dominacje w regionie, rozgrywka o najwyższą stawkę. Kto w niej wygra, będzie dyktował bliskowschodnie reguły gry przez najbliższą dekadę. Jest to starcie sprzecznych wizji islamu – ekstremistycznego i umiarkowanego. W tym równaniu spór sannicko-szyicki traci na ważności. Dlatego istnieje pilna potrzeba opracowania jasnych kryteriów współpracy państw NATO i UE z rządami państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w celu zapobieżenia eskalacji tego konfliktu.
Marek Połoński

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1864