Materniak: zmierzch NATO?

13 maja 2014 | Autor | Kategoria: Aktualności, Opinie, Publikacje

Po raz kolejny w sytuacji kryzysu międzynarodowego i potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwa krajów członkowskich NATO niektórzy jego członkowie w sposób mniej lub bardziej otwarty dają do zrozumienia że nie mają zamiaru angażować się realizację swoich sojuszniczych zobowiązań.

Trwająca od przełomu lutego i marca 2014 roku rosyjska agresja wobec Ukrainy zdążyła doprowadziła do aneksji części terytorium suwerennego państwa i poważnej destabilizacji w jego wschodniej części – faktycznie, na granicy wojny domowej, w sposób bezsprzeczny inspirowanej z zewnątrz. Sytuacja ta ma daleko idące skutki, nie tylko dla samej Ukrainy, ale dla wszystkich krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, jako że podobnymi działaniami ze strony Federacji Rosyjskiej – „obrony” mniejszości rosyjskojęzycznej przed rzekomym uciskiem ze strony lokalnych władz jest potencjalnie zagrożonych przynajmniej kilka (jeśli nie więcej) innych krajów. Znajdują się wśród nich także kraje członkowskie Unii Europejskiej  i NATO – organizacji powołanej dla kolektywnej obrony wszystkich jego członków.

Nie wydaje się jednak, aby wśród krajów członkowskich istniała zgoda i przekonanie zasadności podejmowania działań na rzecz obrony potencjalnie zagrożonych członków Sojuszu. Dotyczy to w szczególności stanowiska Francji i Niemiec. W pierwszym wypadku, pomimo zaistniałej sytuacji i agresywnej polityki Moskwy, władze w Paryżu odmówiły rezygnacji ze sprzedaży okrętów desantowych klasy „Mistral” Federacji Rosyjskiej. Nie ma żadnej gwarancji, że jednostki te, po przekazaniu rosyjskiej Marynarce Wojennej nie zostaną użyte przeciwko krajom członkowskim NATO – położonym w basenie Morza Czarnego (np. Rumunii i Bułgarii) czy krajom bałtyckim (Litwie, Łotwie lub Estonii). Taka polityka Francji (która co prawda nie uczestniczy formalnie we współpracy wojskowej w ramach NATO, ale nadal pozostaje jego członkiem) wpływa w sposób zdecydowanie negatywny na zdolności obronne poszczególnych krajów NATO jak i Sojuszu jako całości.

Podobnie dyskusyjne w kontekście wspólnej obrony jest stanowisko Niemiec. O ile fakt skierowania do misji „Air Policing” w krajach bałtyckich nieuzbrojonych samolotów niemieckiego lotnictwa może budzić co najwyżej politowanie, to stanowisko wyrażone przez ministra stanu w niemieckim MSZ, Michaela Rotha (podczas debaty nt. 10 lat wspólnej obecności Polski i Niemiec w Unii Europejskiej, zorganizowanej przez Instytut Spraw Publicznych i Fundację im. Friedricha Eberta w Warszawie 12 maja br.), który stwierdził, że „wzmacnianie sił NATO na Wschodzie nie jest, jego zdaniem, najlepszym pomysłem, bo Rosja wtedy wystąpi z jeszcze większym arsenałem” – musi wzbudzić co najmniej poważne zaniepokojenie i pytania na ile Niemcy są gotowe do realizacji swoich sojuszniczych zobowiązań w wypadku realnego zagrożenia bezpieczeństwa i integralności terytorialnej któregoś z krajów członkowskich Sojuszu.

Nie jest to niestety pierwsza tego typu sytuacja, gdy wobec (zaledwie potencjalnego!) zagrożenia bezpieczeństwa krajów członkowskich NATO niektóre państwa zapowiadają zablokowanie podjęcia jakichkolwiek działań przez Sojusz. Podobna sytuacja miała miejsce na początku 2003 roku, kiedy o pomoc w postaci zestawów pocisków przeciwlotniczych „Patriot” dla obrony przed ewentualnym uderzeniem ze strony Iraku (w związku z planowaną przez USA operacją wojskową przeciwko Irakowi) wystąpiła Turcja. Także wówczas Francja i kraje Beneluksu zablokowały udzielenie takowej pomocy Turcji i tylko dzięki wykorzystaniu faktu, że Francja nie wchodzi w skład wojskowych struktur Paktu udało się rozwiązać problem.

Wobec powyższego, kraje „frontowe” NATO, takie jak Polska, państwa bałtyckie czy Rumunia oraz Bułgaria stają dzisiaj przed pytaniem kluczowym dla ich bezpieczeństwa: czy NATO jest nadal w stanie wykonywać swoje zobowiązania wobec krajów członkowskich? Problem ten powinien stać się przedmiotem debaty publicznej w tych krajach, zanim jeszcze stanie się on istotnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Nie można dalej oszukiwać siebie ani społeczeństwa zapewnieniami o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony „najpotężniejszego sojuszu wojskowego na świecie”, kiedy nawet wobec potencjalnych, a nie bezpośrednich zagrożeń gwarancje te stają pod wielkim znakiem zapytania.

Trudno w tym miejscu mówić o alternatywach dla gwarancji bezpieczeństwa w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego, może jednak dojść do sytuacji, gdy kwestia ta może okazać się konieczną do rozważenia. Wyjściem mogłyby być porozumienia o wzajemnej pomocy wojskowej, zarówno dwu- jak i wielostronne pomiędzy krajami, które czują się zagrożone interwencją zewnętrzną. Taki stan rzeczy wymuszałby również zwiększenie wydatków na obronę przez poszczególne kraje (co już dzisiaj jest palącą koniecznością), a także stworzenie odpowiednich mechanizmów reagowania na zagrożenia.

Obyśmy, także w Polsce, nie zostali postawieni przed takimi dylematami, wydaje się jednak, że w ostatnich miesiącach Historia, która miała się już przecież skończyć, znacząco przyśpieszyła i trudno w tej chwili powiedzieć jaki będzie jej dalsza droga.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1339