Wudarczyk: Dwa mocarstwa – dwie twarze korupcji

1 kwietnia 2014 | Autor | Kategoria: Aktualności, Opinie, Publikacje

Adam wudarczykW Chinach obecnie rozgrywa się jeden z najważniejszych procesów na przestrzeni lat – powodem jest korupcja. Większości świata kojarzy Chiny z korupcją rozumując tylko tak, jak nakazuje doktryna amerykańska. Warto jednak pochylić się na dłużej przed tym procesem, aby lepiej go zrozumieć; lepiej zrozumieć czym tak na prawdę jest korupcja oraz zrozumieć czym jest dzisiejszy świat.

Czy wstęp nie jest zbyt prowokujący? Nie jest – szczególnie dla polaków, którzy czują lepiej czym jest korupcja i nepotyzm, a czym nie jest. Tu kłania się wieczny problem etyczny – czy prezent dla lekarza po zabiegu to łapówka czy nie? W Stanach Zjednoczonych korupcja jest jasno zdefiniowana i bardzo surowo karana. Została scharakteryzowana jako zjawisko niszczące politykę, biznes, oraz wszelkie przejawy człowieczeństwa. Osoby podejrzane o nadużycia finansowe wbrew prawu będą ścigane po całym świecie i karane długimi latami spędzonymi w więzieniu. W Chinach zaś jest ogólne (przynajmniej w powszechnym rozumieniu) przyzwolenie na korumpowanie – szczególnie urzędników państwowych.

Odwróćmy zatem postrzeganie rzeczywistości: Co jeśli USA jest bardziej skorumpowane niż Chiny? Czy kupowanie i sponsorowanie kampanii prezydenckich przez korporacje i sektor finansowy, aby realizować własne globalne cele nie jest etycznie takim samym przestępstwem jak korupcja, zachowanym jedynie w obrębie litery prawa, jednak całkowicie pozbawionym ducha prawa?

Zhou Yongkang (周永康) jest oskarżony obecnie o nadużycia władzy i przede wszystkim rozbudowaną korupcję oraz nepotyzm. Zatrzymany przez śledczych majątek wynosi 90 miliardów juanów czyli około 14,5 miliarda dolarów! Patrząc na sumy łatwo zrozumieć skąd tak daleko posunięty skandal – kwota ta wielokrotnie przerasta znane z mediów afery korupcyjne. Historię Zhou Yongkanga będzie można śledzić w mediach całego świata i będzie wyglądać tak: zniknie na kilka miesięcy, opinia publiczna będzie dostawać zdawkowe informacje, po czym wróci na swój inscenizowany proces, na którym zostanie skazany (być może nawet na karę śmierci) oraz publicznie potępiony przez przewodniczącego Xi Jinpinga. Ta historia powierzchownie nie ma w sobie nic ciekawego (poza ukradzioną kwotą) i ma przewidywalną historię. Natomiast jej drugie dno postawi świat na głowie i zmieni dotychczasowy porządek.

Należy się skupić na niewidocznej warstwie niniejszego problemu oraz przypomnieć sobie dwa wydarzenia. Pierwszym z nich jest szeroko zakrojona kampania Xi Jinpinga przeciwko korupcji w Chinach gdzie na początku 2014 roku toczyło się ponad 27 000 spraw przeciwko ponad 37 000 urzędników (sic!). Xi Jinping słowami „W walce z korupcją trzeba łapać i muchy, i tygrysy” dał do zrozumienia, że zakończyła się pewna epoka – epoka przyzwolenia na korupcję. Autor prawdopodobnie najlepszej książki dotyczącej chińskiej ekonomii – Justin Yifu Lin – „Demistifying the Chinese economy”, jednoznacznie wskazuje, że samoistnym hamulcem Chin od zawsze była rozbudowana biurokracja i szalejąca w niej korupcja. Przewodniczący Xi zna historię i zna problemy współczesnego Państwa Środka – wskazuje, że będzie zwalczał problem, który jest zakorzeniony kulturowo i ma kilka tysięcy lat.

Drugim wydarzeniem jest skazanie Bo Xilaia na dożywocie, pozbawienie praw publicznych i konfiskatę majątku. Bo Xilai, który wsławił się walką z korupcją oraz przestępczością zorganizowaną odchodzi w niepamięć z samego szczytu za korupcję właśnie, nadużycie władzy i sprzeniewierzenie środków publicznych. Ale to nie hipokryzja go zdetronizowała, tylko komunistyczna propaganda i kult rewolucji kulturalnej. Władze chińskie zgodziły się na nazywanie Mao Zedonga, Wielkim Sternikiem mimo jego destrukcyjnego wpływu. Kiedy pytałem chińczyków czemu jego nie Deng Xiaopinga wciąż nazywają Wielkim Sternikiem, odpowiadali: „ponieważ jest ojcem Chińskiej Republiki Ludowej”, „ale doprowadził do rewolucji kulturalnej i wielkiego skoku w przepaść” – odpowiadam, „to pokazuje jak bardzo był wytrwały w utrzymaniu władzy – dlatego jest Wielkim Sternikiem”. Między słowami zawarta jest odpowiedź – wszyscy wiedzą, że rewolucja kulturalna i wielki skok były złe, ale niech Mao pozostanie Wielki bo był i jest ojcem-założycielem ChRL. Próba przywrócenia jednak bolesnych i destruktywnych doświadczeń przez Bo Xilaia spotkała się z definitywnym odrzuceniem i została odebrana jako możliwość kontuzjowania Chin lub ich zniszczenia. Jednocześnie wyklucza to tezę George’a Friedmana z książki „Następne 100 lat”:”(…) przeważająca większość chińczyków w głębi kraju nadal cierpi nędzę (…) prowadzi to również do decyzji gospodarczych podejmowanych z powodów politycznych, czego rezultatem jest nieudolność i korupcja. Nie po raz pierwszy Chiny otworzyły się na handel zagraniczny i nie po raz ostatni efektem będzie ich destabilizacja. I nie po raz ostatni pojawią się postacie takie jak Mao, aby odciąć kraj od wpływów zewnętrznych, wprowadzić równość – czyli powszechną nędzę – i zacząć cykl na nowo.” Po pierwsze każdy kraj podejmuje decyzje gospodarcze z powodów politycznych, po drugie Amerykanin wypominający komuś korupcję brzmi śmiesznie, po trzecie autor nie zna historii Chin, po czwarte i najważniejsze – mogący dążyć do ponownej izolacji Bo Xilai – jest skazany na dożywocie, a Zhou Yongkang – zaraz będzie skazany.

Zhou Yongkang dopuścił się czynu nie do wybaczenia: sprzeniewierzył się zasadzie tolerancji korupcyjnej. Zasada ta zezwala na korupcję jeśli nie oddziałuje negatywnie na innych i pozwala im się bogacić. W tradycji konfucjańskiej gdzie położony jest nacisk na kolektyw, nie zaś jednostkę – kradzież 14,5mld dolarów musiała być odebrana jako zamach na dobro ogółu – musi więc być ukarana. Co więcej otwarte wspieranie Bo Xilaia będzie odczytywane w trakcie procesu jako zdradę i działanie na szkodę państwa. Paradoksalnie wszystko to pokazuje jak Chiny się rozwijają i zbliżają do znanego nam modelu świata Zachodu. Państwo Środka potrafi być groźne i straszyć sąsiadów, jednak niechętnie podchodzi do otwartych konfliktów. Tym bardziej więc zaskakuje jak na naszych oczach Stany Zjednoczone się zezwierzęcają.

Wielokrotnie był podnoszony temat, że gospodarka i przemysł USA opiera się na zbrojeniówce, zatem muszą co jakiś czas brać udział w konfliktach aby zapewnić sobie stabilność ekonomiczną. Faktem jest, że USA nie próżnuje i co jakiś czas angażuje się w konflikt ze słabszym państwem. Dzisiaj widać to wyraźniej niż kiedykolwiek bowiem kiedy Rosja pręży muskuły i jawnie łamie prawo prezydent Obama chciałby porozmawiać, a nie najeżdżać adwersarza pod wymyślonym pretekstem. Od 5 dni internet i opinia międzynarodowa śmieje się z prezydenta Stanów Zjednoczonych za zwrot „bigger countries cannot simply bully smaller ones” (większe kraje nie mogą się tak po prostu znęcać nad mniejszymi) wypominając konflikty w Iraku, Afganistanie, czy potajemne dozbrajanie i angażowanie się w inne działania zbrojne. Dziś Stany Zjednoczone już nie chcą zaprowadzać demokracji tak chętnie jak kiedyś, mimo że Rosja ma całkiem pokaźne złoża ropy i gazu.

USA chętnie też krytykuje inne państwa za korupcję właśnie. Problem w tym, że technicznie jest najbardziej skorumpowanym państwem świata – korumpujący bowiem mają realny wpływ na to kto zostanie przywódcą, a jak wiadomo prezydent Stanów Zjednoczonych posiada ogromną władzę. Nie da się ukryć, że USA jest mocarstwem ekonomicznym i militarnym jednakże skarłowaciałym. Brak kontroli nad rynkami finansowymi, kult chciwości i braku etyki w biznesie doprowadził do kryzysu światowego; nieumiejętność rozwiązania problemu Ukrainy gdy adwersarzem nie jest małe niegroźne państewko naraziło tylko Amerykę na śmieszność.

Obierając nową optykę na dzisiejszy świat łatwo zaobserwować, że Chiny nie są już tylko skorumpowanym, opresyjnym państwem, a USA nie jest moralnym zbawcą świata. Trudno rokować, które z nich kieruje się ku upadkowi, a które ku nowemu rozkwitowi. Faktem natomiast jest, że oba mocarstwa się zmieniają i jednocześnie są ze sobą silnie powiązane. Być może nasz świat wraca do czasów sprzed upadku ZSRR – do tak zwanego świata dwubiegunowego. Jeśli ma to przywrócić ekonomiczny porządek świata z czasów Zimnej Wojny, o którym mówił Paul Craig Roberts, bez atmosfery strachu to jestem bardzo tym faktem pocieszony. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, to może się okazać, że to Francis Fukuyama miał rację i nastąpi „Koniec historii”, tylko zgoła inny niż mu się wydawało.

źródło: tokfm.pl

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1414